top_logo
top_logo
Maroko

Wystarczy przeskoczyć Cieśninę Gibraltarską, by ze świata paelli wkroczyć w świat tajine. Potrawa, bez której Marokańczycy nie wyobrażają sobie życia, od razu uwodzi turystów. Jedna nazwa, tysiące rodzajów. Od delikatnego i słodkiego po palący jak ogień. Sambor Czarnota też poddał się czarowi tego dania o fascynującym smaku. I pokochał marokańską kuchnię.

Smaki podróży Trzy razy K, czyli kurkuma, kardamon, kolendra. Tak w skrócie można opisać kuchnię Maroka. Faktycznie jednak jest to tylko część prawdy, bowiem ten kraj oszałamia nie­zliczoną ilością przypraw. Ekipa „Sma­ków podróży”, która niejedno na świecie widziała, była zdumiona przyprawowym bogactwem. Sambor Czarnota, który ni­gdy nie był pasjonatem smażenia i goto­wania, nagle odkrył w sobie wielką cie­kawość kuchennej sztuki. Z Karolem Okrasą ponad dwie godziny buszował po sklepie z przyprawami, bo chciał każdej dotknąć, każdą spróbować, powąchać. Ileż było żartów i zabawy, kiedy innym razem aktor i kucharz wspólnie zasiedli jako sprzedawcy przy straganie z przy­prawami! A nie było wcale łatwo roze­znać się, co znajduje się w każdej misie, w każdym worku, w każdym pęku, by sprostać życzeniom kupujących. Dla Sambora pobyt w Maroku to była też nie­zwykła lekcja egzotycznego gotowania. Z uwagą słuchał i naśladował mistrza – Karola Okrasę. Odkrył w sobie talent, o jaki się w ogóle nie podejrzewał – nie­zwykłą umiejętność siekania. Pod koniec pobytu w Afryce dał popis swoich możli­wości – własnoręcznie i zupełnie samo­dzielnie przygotował sałatkę marokań­ską. Przydała się jego niecodzienna umiejętność siekania połączona z zaska­kującym poczuciem smaku. W rezultacie powstało kucharskie dzieło sztuki. Człon­kowie ekipy „Smaków” do dziś wspomi­nają tę sałatkę.

Tekst: Iwona Pędziwiatr